:: TEKST
Galeria Bałucka
Stary Rynek 2
Sztukowanie codzienności. Jej tworzenie, zszywanie, splatanie z twórczym działaniem. Twórczość odmienia się przede wszystkim przez osoby, przypadki. Odmieniamy ją też przez przymiotniki, starając się złapać tworzenie w siatkę dyscyplinujących pojęć. Schwytać i zamknąć w klatce czytelnych kategorii. Na pokaz. Twórczość codzienna, amatorska, nieprofesjonalna, profesjonalna, zawodowa, nieakademicka, ludowa, art brut, naiwna itd.
Poprzez wystawę i działania jej towarzyszące staramy się tę, klasyfikującą ludzkie działania, klatkę lekko uchylić. Pozwalamy działaniom, rzeczom, przymiotnikom i nazwom odlecieć. Instytucja, jaką jest Miejska Galeria Sztuki, daje, pozwala na wolny wybieg, przechwytuje i przeobraża tworzenie, osoby tworzące, zderza je/ich w galeryjnej przestrzeni, by zastanowić się także nad społecznymi ramami twórczości. Nad dyskursem opisującym i porządkującym te zjawiska, przejawy tworzenia, sztuki, artystycznych, amatorskich działań.
Kolejne dziedziny wiedzy/nauki także starają się – dla różnych potrzeb – usystematyzować te sprawy, generować matryce interpretacji, odbioru, finansowania. Kolejne etykietki, w ujęciu historycznym, mówią więcej o naszym rozumieniu sztuki, artyzmu, roli sztuki w systemie kultury niż o samym zagadkowym procesie tworzenia, jego nieprzewidywalnych efektach i rezultatach, ekspresji, wreszcie poznawczych i estetycznych funkcjach. Pojęcia, kategorie, definicje odsłaniają tak naprawdę nasz uwarunkowany kontekstowo sposób myślenia i wartościowania sztuki, określają społeczną rolę tworzących osób, wpisują w relacje władzy i instytucjonalizacji. Współgrają z rynkiem, wymogami poszczególnych dyscyplin. Pojawia się pytanie: w jaki sposób w przyszłości będziemy o tym myśleć i pisać? Jakie znaczenia nadawać twórczości, która chyba powinna nieustannie czerpać inspiracje ze swej nieuchwytnej istoty i wciąż uwalniać się z wszelkich konwencji, klisz, oczekiwań. Przekraczać horyzont, kruszyć kostniejące ramy formalizmu: akademickiego, ludowego, innego.
Wystawa jest zatem zaproszeniem do zanurzenia się w kolorach, znanych i nieznanych formach, w rozmowie, w miejscach poprzez działania wspólne i osobne, osobliwe, jest zaproszeniem do pogrążenia się w myśleniu i beztroskiej bezmyślności. Stawia między wierszami, zdjęciami i graffiti pytanie o to, czy refleksja o sztuce i autorskiej twórczości się wyczerpuje, cicho ewoluuje, czy czeka na impuls, może inny, „nowszy” język, wyzwalający się ze schematycznych klisz, wyrobionych słów kluczy, zużytych wytrychów.
Traktujemy zatem opisujące sztukę określenia jako dyskursywne konstrukty, które porządkują pole praktyk twórczych w relacji do systemu tak zwanej sztuki „wysokiej”, zinstytucjonalizowanej. Podejmiemy te kwestie odnosząc je do konkretnych przypadków, przykładów, zestawień. Zastanawiamy się nad tym, czy zasadne i aktualne jest jeszcze pytanie o to, czy „nieprofesjonalność”, „amatorskość” jest cechą formalną dzieła, czy raczej społecznym statusem osób tworzących w obrębie określonego instytucjonalnego systemu finansowania, wartościowania, kultury?
Próbujemy, poprzez wystawę i związane z nią działania, rozmawiać o współczesnych sposobach ujmowania sztuki i twórczości, sztuce jako działaniu (pro)społecznym, inkluzywnym, spontanicznym, o znaczeniu twórczości amatorskiej, twórczości jako budulca tożsamości i wspólnoty, pojęciowej hierarchizacji działalności twórczej.
Jeszcze jedna kwestia: amatorstwo – od łacińskiego amator, czyli „ten, który kocha” nie zaczyna się od rynku, lecz od relacji. Warto pamiętać, że w tym kontekście twórczy gest wyrasta z przywiązania do miejsca, przestrzeni, do języka, do ludzi, którzy rozpoznają w nim własne drżenie. W tej perspektywie twórczość amatorska nie jest rodzajem „braku profesjonalizmu”, lecz swoistą formą symbolicznej pracy nad światem, w świecie. Jest cichą i subtelną technologią wytwarzania sensu i więzi, w której jednostka i wspólnota splatają się w praktyce.
Nauki społeczne dawno nauczyły nas patrzeć na kulturową działalność nie tylko jak na zbiór arcydzieł, lecz jak na gęstą sieć znaczeń. W duchu tradycji interpretatywnej kultura jest „utkaną przez ludzi pajęczyną sensów”, zapożyczeń, a kulturowa analiza próbą odczytywania jej wzorów. Twórczość amatorska, kroniki, notatki, pamiętniki, zapiski, malunki, blogi, tagi, osiedlowe chóry, rekonstrukcje historyczne, fanowskie archiwa to właśnie takie węzły w owej pajęczynie znaczeń. W nich doświadczenie codzienne zostaje przetworzone w narrację, obraz, graffiti, w kolaż, pieśń. Nie chodzi tu o „doskonałość formy”, kompozycyjny i samoświadomy rozmach, lecz o pewne rozpoznanie – „to o nas”.
W tym sensie twórczość, amatorskie praktyki są rodzajem laboratorium tożsamości. Tożsamość nie jest bowiem esencją, skostniałą formą, lecz procesem, fluktuacją odniesień, nieustannym negocjowaniem swej pozycji w polu abstrakcyjnego dyskursu. Amator, amatorka, twórca, artystka, publikując w lokalnym zinie czy tworząc cyfrową galerię miejskiej fotografii, wystawiając w galerii, uczestniczy w tej negocjacji. Wpisuje własny głos w większą opowieść o mieście, dzielnicy, ulicy, klasie, pokoleniu, rejonie, współczesności. Wspólnota, mieszkańcy, widownia odpowiada na to swą obecnością, lajkiem, wspólnym śpiewem, dyskusją. To sprzężenie zwrotne stabilizuje „ja” i zarazem je otwiera.
Warsztaty fotograficzne, plastyczne czy teatralne koła, wernisaże nie tylko „tworzą dzieła”, co tworzą, generują kompetencje, które przestają być przywilejem. Wspólne ćwiczenie skali, formy, malowanie w nocy na murach, ćwiczenie rytmu, kompozycji kadru to trening percepcji i ekspresji. W tym treningu krystalizuje się społeczny kapitał, potencjał – zaufanie, normy wzajemności, sieci wsparcia, inspiracje.
Współczesność przynosi także nową infrastrukturę dla tego rodzaju „energii”. Tworzy się kultura partycypacji, w której odbiorcy, fani i użytkownicy nie są biernymi konsumentami, lecz współtwórcami obiegu znaczeń. Amatorskie formy, próby, wypowiedzi, wszelkie twórcze ekspresje to formy, wokół których organizuje się wspólnota, także wokół wspólnej pracy.
W powtarzalności gestu, spotkania, rozmowy rodzi się pamięć, a z pamięci ciągłość, kontynuacje. Twórczość (amatorska) jest więc praktyką temporalną, bo zszywa przeszłość (archiwa, wspomnienia, zbiory), teraźniejszość (spotkanie, wystawa) i przyszłość (kolejny projekt, przedsięwzięcie).
W świecie zdominowanym przez logikę szybkiej efektywności i widzialności, praktyki niekomercyjne stanowią przestrzeń alternatywnej wartości, wartości relacyjnej. To, co powstaje, często bywa efemeryczne i kruche, niezauważane, ale więź, którą konstytuuje jest lub bywa trwała. Wspólnota (często w sposób nieuświadomiony) rozpoznaje się w swych dziełach, nawet jeśli jest to skromna zszyta zszywaczem broszura, rysunek czy deska z gwoździem – stając się poprzez owo rozpoznanie bardziej realną, odczuwalną.
Twórczość w ogóle, amatorska czy inaczej rozumiana/określana jest zatem realnym budulcem tożsamości. Umożliwia performatywne „mówienie siebie” w obecności innych. Jest silnikiem wspólnoty, ponieważ organizuje współobecność wokół wspólnego działania, dzieła. W jej skali, domowej, osiedlowej, miejskiej, klubowej, sieciowej, galeryjnym obiegu, pulsuje antropo-graficzna prawda: kultura nie jest luksusem, przywilejem, lecz szczególnym (czasem po prostu zwyczajnym) sposobem zamieszkiwania świata razem.
Krystian Darmach